<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!--Generated by Squarespace Site Server v5.9.1 (http://www.squarespace.com/) on Tue, 09 Feb 2010 06:24:39 GMT--><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" xmlns:rss="http://purl.org/rss/1.0/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:admin="http://webns.net/mvcb/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:cc="http://web.resource.org/cc/"><rss:channel rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/"><rss:title>Arek Stryjski - bazgrolki</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/</rss:link><rss:description></rss:description><dc:language>pl-PL</dc:language><dc:date>2010-02-09T06:24:39Z</dc:date><admin:generatorAgent rdf:resource="http://www.squarespace.com/">Squarespace Site Server v5.9.1 (http://www.squarespace.com/)</admin:generatorAgent><rss:items><rdf:Seq><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/6/4/wybory.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/5/31/doek.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/5/28/fala.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/5/22/wygralimy.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/3/15/yachtmaster-exam-and-preparation-course.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/3/8/miasto-tysica-i-jednej-armaty.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/2/13/planeta-google.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/2/2/chiska-nowa-era.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/30/70-ywnoci-jest-genetycznie-zmutowana.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/27/mie-w-dupie-nie-wiedzie.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/25/organic-holocaust.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/21/postrzeganie-rzeczywistoci.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/17/wielki-klaps.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/13/czego-nie-nauczyem-si-na-lekcji-historii.html"/><rdf:li rdf:resource="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/5/znacjonalizowa-marihuan.html"/></rdf:Seq></rss:items></rss:channel><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/6/4/wybory.html"><rss:title>wybory</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/6/4/wybory.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-06-04T21:21:04Z</dc:date><dc:subject>UK</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p>20 lat temu 4 czerwca zagłosowałem w pierwszych wyborach. Pierwszych dla mnie, bo właśnie osiągnąłem pełnoletność i w pewnym sensie pierwszych dla Polski.</p>
<p>Dokładnie w tą okrągłą rocznicę, dziś zagłosowałem na swojego brytyjskiego posła do euro-parlamentu i w lokalnych wyborach w naszym hrabstwie.</p>
<p>"Nie ma przypadk&oacute;w" :)</p>
<p>&nbsp;</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/5/31/doek.html"><rss:title>dołek</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/5/31/doek.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-05-31T19:49:33Z</dc:date><dc:subject>książki</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://sethgodin.typepad.com/the_dip/"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/thedip.gif?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243799763156" alt="" /></a></span></span><em>The Dip</em> <a class="offsite-link-inline" href="http://twitter.com/NotGodinREPOSTs" target="_blank">Seth Godin</a> - <em>mała książka, kt&oacute;ra uczy kiedy sobie darować, a kiedy nie</em>.</p>
<p>Książka rzeczywiście mała - jedynie 80 stron - m&oacute;wi o tym jak zostać najlepszym w dowolnej dziedzinie. Recepta jest bardzo prosta - należy zrezygnować z tego co nie prowadzi nas do celu. Jednocześnie nie poddać się przy trudnościach. Niby oczywiste, ale jednak nie zawsze.</p>
<p>Niemal we wszystkich dziedzinach, gdy czegoś się uczymy na początku jest wspaniale. Mamy motywacje, wszystko jest nowe, a wyniki naprawdę przychodzą łatwo. <br />P&oacute;źniej jednak, z reguły, przychodzi dołek. Kolejne wysiłki wydają się nie przynosić żadnych rezultat&oacute;w. Pojawia się zmęczenie, nuda, rutyna... pytanie "po co ja to robię?"</p>
<p>Dotyczy to wszystkiego. Od nauki gry na instrumencie, osobistej kariery, po zdobywanie udział&oacute;w w rynku przez firmę.</p>
<p>Jak reagujemy na trudności. Seth wyr&oacute;żnia następujące postawy:</p>
<ol>
<li>Antycypować p&oacute;źniejsze trudności i w og&oacute;le nie zaczynać. Koncentrować się na tym co już przynosi efekty - to postawa osoby dorosłej;</li>
<li>Poddać się przy pierwszych problemach i zająć się czymś nowym - to postawa przegranych;</li>
<li>Zadowolić się tym co się osiągneło - tak robią przeciętni;</li>
<li>Rozpoznać problemy, znaleźć ich rozwiązania i iść dalej - tak robią mistrzowie.</li>
</ol>
<p>Dołek nie jest czymś wyjątkowym. Nie wynika z braku talentu. Najlepsi mieli dokładnie te same problemy co my. R&oacute;żnica pomiędzy mistrzem, a osobą przeciętna polega na tym, że mistrz przezwyciężył trudności. Tam gdzie inni się poddali, albo zadowolili się tym co mają, on zintensyfikował wysiłki.</p>
<p>Zadowolenie się przeciętnymi wynikami to taka sama klęska, jak darowanie sobie wszystkiego, przy pierwszych trudnościach. Jedni wybierają lenistwo i przeciętność, inni miotają się pomiędzy wciąż nowymi pomysłami.<br />Społeczeństwo, czy rynek, kochają jednak jedynie zwycięzc&oacute;w. Najlepszy zgarnia jeśli nie wszystko, to przynajmniej większość dochod&oacute;w.</p>
<p>Jak więc być najlepszym?</p>
<ul>
<li>Zrezygnować ze wszystkich projekt&oacute;w, kt&oacute;re nie doprowadzą nas do mistrzostwa - najlepiej jeszcze przed ich rozpoczęciem;</li>
<li>Nie bać się poświęcić dotychczasowych inwestycji czasu, czy pieniędzy, jeśli projekt nie rokuje szans powodzenia;</li>
<li>Przy rozpoczęciu, ustalić kryteria przy kt&oacute;rych wycofamy się z projektu;</li>
<li>Nie poddawać się, jeśli pojawia się dołek, a projekt w dłuższym okresie czasu rokuje szanse powodzenia.</li>
</ul>
<p>Rad pewnie było nieco więcej, ale to chyba najważniejsze.</p>
<p>Książka wyjątkowo inspirująca. Jednych zmotywuje do napisania wym&oacute;wienia z pracy, innych do większych wysiłk&oacute;w i nie poddawania się. W obu przypadkach to właściwa postawa, charakteryzująca zwyciężc&oacute;w.<br /> Na pewno warto poświęcić popołudnie by przeczytać <em>Dołek</em>.</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/5/28/fala.html"><rss:title>fala</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/5/28/fala.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-05-28T21:40:22Z</dc:date><dc:subject>programowanie</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem o dziwo nie o żeglarstwie.</p>
<p>Uruchomiliśmy dzisiaj w firmie wewnętrzne Wiki. Do tej pory miałem kontakt z <a class="offsite-link-inline" href="http://pl.wikipedia.org" target="_blank">Wikiedia</a> gł&oacute;wnie jako odbiorca. Może z 2 razy coś poprawiłem. To było moje pierwsze doświadczenie przy tworzeniu większej ilości stron na raz.</p>
<p>Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Trzeba się nauczyć tych dziwnych znaczk&oacute;w, ale to zajmuje z 10 minut. P&oacute;źniej swoboda tworzenia nowych stron jest niewyobrażalna.<br />Już dawno temu Maciek mi m&oacute;wił, że jak się chce mieć prawdziwą kolaboracje użytkownik&oacute;w, to trzeba myśleć o Wiki, a nie o CMS-sie, ale jakoś tak nie brałem tego pod uwagę.<br />Teraz dopiero to doceniłem. Łatwość tworzenia dokument&oacute;w jest większa niż w <a class="offsite-link-inline" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Content_Management_System" target="_blank">CMS</a> typu <a class="offsite-link-inline" href="http://www.drupal.pl/" target="_blank">Drupal</a>, takim AJAX-owym blogu jak ten, czy <a class="offsite-link-inline" href="http://docs.google.com" target="_blank">GoogleDoc</a>. Oczywiście nie wszystko jest możliwe, nie wszystko wygląda tak pięknie, ale początkowa bariera do zainicjowania jakiejś strony jest zerowa. Wystarczy do niej stworzyć link - a tak naprawdę umieścić jej nazwę w dwu kwadratowych nawiasach.</p>
<p>No ale może to wszystko i tak odejdzie w przeszłość. Google chce zastąpić e-mail, czat, forum, blog, twittera, social networks, web apps i niewiadomo co jeszcze przez Wave. Oj inaczej się będzie serfować w przyszłym roku :)</p>
<p>Ciekawe czy fala zmyje takie stronki. Jeśli tak to zastąpi je pewnie czymś lepszym.</p>
<p>Na razie prezentacji jeszcze nie ma, ale może jutro będzie <a class="offsite-link-inline" href="http://wave.google.com/" target="_blank">http://wave.google.com/</a> <a class="offsite-link-inline" href="http://www.techcrunch.com/2009/05/28/google-wave-drips-with-ambition-can-it-fulfill-googles-grand-web-vision/" target="_blank">Tutaj</a> ciekawy artykuł na ten temat.</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/5/22/wygralimy.html"><rss:title>wygraliśmy! ;-)</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/5/22/wygralimy.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-05-22T21:20:00Z</dc:date><dc:subject>żeglarstwo</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKoniecMajowki2009" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/MM-puchar.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243014126328" alt="" /></a></span></span>Minęło już prawie trzy tygodnie od powrotu z Grecji, a ja nic... Chyba czas się w końcu pochwalić.</p>
<p>W tym roku <strong>wygraliśmy "Maj&oacute;wkę"!</strong> - regaty organizowane przez <a class="offsite-link-inline" href="http://joinus.pl/" target="_blank">JoinUs.pl</a></p>
<p>No dobrze, może nie do końca wygraliśmy, ale puchar dostaliśmy :-) Za co to już tylko jeden Marcin wie, ale jak sadzę za dzielność morską i "duch regatowy" naszej młodszej części załogi.</p>
<p>Tym razem na maj&oacute;wkę wybrał się ze mną nie tylko Michał (7 lat), ale r&oacute;wnież po raz pierwszy nasza Marta (4), oraz Ania (8) i Kacper (11) oczywiście wraz z rodzicami.<br />Wszystkie dzieciaki (i młodzież) były wspaniałe. Oczywiście najbardziej dumni jesteśmy z Marty.</p>
<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaStartMajowki2009" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/Marta-i-koc.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243021482132" alt="" /></a></span></span>Trochę obawialiśmy się jej żywej natury. Nie wiedzieliśmy, czy wytrzyma na 13 metrach pokładu; jak uda nam się wytłumaczyć jej zasady bezpieczeństwa, itp. Marta okazała się jednak nad wyraz dojrzała i rozsądna.<br />Fizycznie ćwiczenia, jak wchodzenie po zejści&oacute;wce jachtu rozkołysanego na falach z kocem w jednej ręce, okazały się dla naszej 4 latki wręcz wymarzone. Wiedzieliśmy jednak, że z tym sobie poradzi. Przecież nudzą ją już zwykłe place zabaw i sama szuka bardziej ekscytujących wyzwań. :)</p>
<p><iframe width="500" height="450" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.co.uk/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;msa=0&amp;msid=118367962287575890956.0004696a36c1460cd89f5&amp;ll=37.51844,23.952942&amp;spn=0.980307,1.373291&amp;t=p&amp;z=9&amp;output=embed"></iframe><br /><small>Pokaż <a style="color:#0000FF;text-align:left" href="http://maps.google.co.uk/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;msa=0&amp;msid=118367962287575890956.0004696a36c1460cd89f5&amp;ll=37.51844,23.952942&amp;spn=0.980307,1.373291&amp;t=p&amp;z=9&amp;source=embed">maj&oacute;wka Grecja 2009</a> na większej mapie</small></p>
<p>Jak widać na zamieszczonej powyżej mapce, trasa może nie przesadnie ambitna. Biorąc jednak pod uwagę wiek załogi to chyba i tak nie mało. Ateny - Egina - Poros - Hydra - Serifos - Kythnos - Kea - Ateny to w sumie 204 mile morskie (mierzone przez GPS bo log nie działał, ale o tym p&oacute;źniej).</p>
<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKea" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/kea-dzban.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243014684802" alt="" /></a></span></span>O Grecji na jachcie myślałem już od dawna - zwłaszcza o Cykladach.<br />Zdołaliśmy odwiedzić 3 najbardziej na zach&oacute;d wysunięte wyspy Cyklad: Serifos, Kythnos, Kea i się nie zawiedliśmy. R&oacute;wnież pozostałe wyspy, zwłaszcza Hydra, były naprawdę warte odwiedzenia.</p>
<p>Na Serifos i Kea wypożyczyliśmy auto (odpowiednio 20 i 45 euro za p&oacute;ł dnia i cały dzień). Przy 9 osobowej załodze musieliśmy wykonać zawsze dwa "kursy", ale pozwoliło to nam łatwo zwiedzić wnętrze wysp. <br />Transport publiczny istnieje, ale biorąc pod uwagę częstotliwość kurs&oacute;w (co 2 godziny na Serifos) i ich cenę (1.20 euro) uważamy, że dokonaliśmy właściwego wyboru.<br /><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaSerifos" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/serifos-port.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243015071635" alt="" /></a></span></span></p>
<p>Na Cykladach w przeciwieństwie do innych części Morza Śr&oacute;dziemnego, miejscowości portowe nie są zbyt atrakcyjne. W zasadzie w porcie można zobaczyć niewiele poza jedną ulicą z kafejkami i kilkoma sklepami.</p>
<p>Cały urok Cyklad, z charakterystycznymi śnieżnobiałymi domami, kryje się w Chora - czyli starym mieście na wzg&oacute;rzu ponad portem. Kiedyś sytuowane w ten spos&oacute;b w obawie przed piratami, dziś kryją swoje skarby przed turystami. Jednak nie poświęcić czasu i nie odwiedzić ich, to tak, jakby nie zobaczyć Cyklad wcale.<br /><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKea" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/kea.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243015361209" alt="" /></a></span></span></p>
<p>Bez auta wiele wypraw, jak na przykład poszukiwanie wiatrak&oacute;w z kt&oacute;rych słynie Kea, okazałoby się bezowocne. No, ale może akurat w tym przypadku, warto było pozostawić pewne rzeczy niedopowiedziane... Nie zdradzę tajemnicy, niech wiatraki z Kea pozostaną jej zagadką ;-)<br />(Jeśli nie macie zbyt wiele czasu poświęćcie go raczej na zwiedzenie starego miasta.)</p>
<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaSerifos" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/serifos.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243015573147" alt="" /></a></span></span>Z Cyklad, osobiście najbardziej pobadała mi się bardziej kameralna Serifos. Wyludnione Chora wyglądało naprawdę wspaniale zar&oacute;wno o zmierzchu, jak i o świcie.<br />Na pewno na Cykladach pozostało jeszcze wiele do odkrycia. Mam nadzieję, że będzie okazja by tam powr&oacute;cić.</p>
<p>Z trzech pozostałych wysp najciekawsza okazała się Hydra. Wyspa całkowicie odmienna w charakterze od Cyklad. Powiedziałbym włoska, czy jak słusznie ktoś zauważył chorwacka w nastroju.<br /><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaHydra" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/osiolek.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243018321279" alt="" /></a></span></span>Tutaj najciekawszy był właśnie port. Wypolerowane stopami kamienne płyty chodnika przypominały Dubrownik. Wyspa mimo, że usytuowana blisko lądu dzielnie broni się przed wpływami cywilizacji. Podstawowym środkiem komunikacji nadal jest osiołek - istnieje możliwość wypożyczenia, ale w tym przypadku jednak się nie skusiliśmy :)</p>
<p>Jak pływa się w Grecji? W sumie nieco podobnie do Chorwacji. Nawigacja praktycznie prawie zawsze wzrokowa, choć zar&oacute;wno odległości, jak i same wyspy wydają się większe.</p>
<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKythnos" target="_blank"><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/drzewo.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243017902996" alt="" /></a></span></span>Nieco atrakcji przysparza cumowanie w porcie z użyciem kotwicy. W sumie to nic trudnego. Jeśli nie powiedzie się za pierwszym razem, zawsze można manewr powt&oacute;rzyć, a skipper i załoga zdobędą w ten spos&oacute;b niezbędne doświadczenie.<br />Więcej emocji przysparza wychodzenia z portu. My mieliśmy szczęście i kotwica zaplatała nam się tylko raz. Na Kythnos zaczepiła o linę cumowniczą leżącą na dnie basenu portowego. Jej przeznaczenie było nieco zagadkowe, bo nie był to muring. Po kilku minutach udało nam się uwolnić, przy jedynie nieznacznej pomocy lokalnego rybaka.<br />Większego pecha miał inny jacht na Hydrze. Dwie godziny siłowali się z łańcuchem, kt&oacute;ry udało im się "złowić". Wyswobodzili się dopiero przy pomocy innego jachtu i odpowiednio zaczepionej liny.</p>
<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaSerifos" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/rybak.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243018603733" alt="" /></a></span></span>Infrastruktury - jeśli mamy na myśli mariny - praktycznie nie ma. Trzeba być przygotowanym na samodzielność. Prysznice&nbsp;na lądzie były dostępne chyba tylko raz. Osobiście nie skorzystałem wybierając ten jachtowy - bo bliżej. Toalety łączyły się czasami z zam&oacute;wieniem frappe - ale czyż nie jest to dobry pretekst do spr&oacute;bowania tej oryginalnej greckiej kawy :-)<br />Byłem jednak mile zaskoczony w por&oacute;wnaniu z Sycylią. W Grecji infrastruktura dla jacht&oacute;w może nie jest bardziej rozbudowana, ale ceny to odzwierciedlają. Opłata portowa to 2-3 euro (nie zawsze pobierana), a tankowanie wody to około 5 euro.</p>
<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKea" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/kea-noc.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243018713281" alt="" /></a></span></span>Grecja na pewno nie jest też tak skomercjalizowana jak Chorwacja. Jak powiedział nam skipper, odwiedzający wyspy od 30 lat, niewiele się przez ten czas zmieniło.<br />Dobitnym tego symbolem jest fakt, że na Kythnos woda z gorącego źr&oacute;dła płynie wprost na plaże. Nikt nie wpadł na pomysł by pobierać jakiekolwiek opłaty. Nikt nie ogrodził, nie wybudował basen&oacute;w itp. Ktoś poukładał jedynie kamienie, tak by gorąca woda, nie mieszała się wprost z wodą morską.<br />Wydaje się, że mieszkańcy greckich wysp mają w sobie coś z charakteru powszechnych tutaj kot&oacute;w. Siedzą leniwie przed domem, lub kryją się w jedynie sobie znanych zakamarkach. Na pewno nie są jednak natrętni w stosunku do turyst&oacute;w.</p>
<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKea" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/kapitan-nemo.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243018771631" alt="" /></a></span></span>Prawdopodobnie by dobrze poznać wyspy i ich mieszkańc&oacute;w należałoby spędzić tam znacznie więcej czasu. Tak właśnie robi spotkany przez nas kapitan-artysta. Poświęcił on Kea 4 tygodnie, a nie był to wyjątek w jego rejsie. W takim tempie odwiedzenie wszystkich wysp zajmie mu prawdopodobnie lata, ale jemu wcale nigdzie się nie śpieszy. Od lat mieszka na swoim katamaranie, kt&oacute;rym opłynął już podobno cały świat.<br /> Kapitan Nemo - jak go nazwałem - sklejał z element&oacute;w "recyclingowanych", czy jak sam to ujął "r&oacute;żnych śmieci", model fantastycznej łodzi podwodnej i inne egzotyczne "maszyny" z opowieści Juliusza Verne. Mam nadzieję, że znajdzie bogatych sponsor&oacute;w, kt&oacute;rzy docenią jego dzieła sztuki, a także "artyzm" takiego stylu życia.</p>
<p>Na koniec kilka uwag o jachcie i firmie czarterowej (mam na myśli wyłącznie Kavas Yachting). Jacht nie najnowszy więc nie należało się spodziewać nie wiadomo czego. W sumie w pełni sprawny. Nic poważnego się nie zepsuło, a jednak kilka rzeczy dziwi. <br />Instalacja elektryczna to prawdziwe kuriozum. Włącznik w jednej kabinie, zapala światło w dwu. <br />Brak światła silnika. Elektryk nie raczy nawet podejść do jachtu. Przez pomocnika radzi byśmy w zamian użyli światło robocze oświetlające pokład. <br />Autopilot... pracownik firmy czarterowej go szuka. Ach jest, ale w bakiście pod siedzeniem sternika!<br />Na jachcie brak przejści&oacute;wki pozwalającej podłączyć prąd w macierzystej marinie i potrzebnej prawie w każdej innej. Na szczęście po chwili zrozumieli o co mi chodzi.<br />Przy oddawaniu m&oacute;wię, że log i prędkościomierz się zepsuły - dowiaduję się, że nigdy nie działały...</p>
<p>Można powiedzieć, że drobiazgi - tylko czy to przypadek, że było ich aż tyle?</p>
<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/AtenyZmianaWarty" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/wartownik.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243020458817" alt="" /></a></span></span>Odbi&oacute;r jachtu też jakiś dziwny. Z jednej strony wspaniale. Właściciel daje wino, organizuje zakupy, przynosi nową mapę by pokazać najciekawsze miejsca. Jednocześnie wszystko należy zobaczyć, policzyć i zapisać samemu, a im oddać tylko papier. <br />Pamiętam jak kiedyś odbierałem jacht od Chorwata. On m&oacute;wił po niemiecku, ja po angielsku, ale liczba informacji jaką udało mu się przekazać była naprawdę niewsp&oacute;łmierna.</p>
<p>Na koniec pr&oacute;ba wm&oacute;wienia nam, że coś uszkodziliśmy przy relingu... Pojawia się właściciel (a może to obecność Marcina?) i wszystko kończy się dobrze. Ale będzie to nauczka by wszystko dwa razy sprawdzić przy odbiorze.</p>
<p>Ta kropla goryczy nie zepsuła nam jednak urlopu. Do Grecji jeszcze wr&oacute;cimy, ale pewnie następnym razem skorzystamy z innej firmy czarterowej.<br />Nie wiem, czy Marcin doszedł do podobnych wniosk&oacute;w, ale następna Maj&oacute;wka podobno w okolicy Elby - tam też popłyniemy :-)</p>
<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/AtenyAkropol" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/akropol.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243020178396" alt="" /></a></span></span>Po rejsie jeden dzień zostaliśmy jeszcze w Atenach. Warto pokazać dzieciom Akropol i inne zabytki. Ateny to jednak wielkie miasto, podobno 5 milion&oacute;w mieszkańc&oacute;w. Po spokoju wysp sprawiało nieco przytłaczające wrażenie. <br />Ateny zaskoczyły też mnie swoją relatywną nowością - choć nie do końca nowoczesnością bo drapaczy chmur tam nie ma. Wydaje się, że prawie całe miasto powstało w XX wieku. Plaka nie przypomina średniowiecznej star&oacute;wki. Trudno też dopatrzeć się choćby XIX wiecznych bogatych kamienic. Wydaje się, że miasto odrodziło się dopiero po powstaniu państwa greckiego. Nie dziwi mnie teraz, że na początku, nie było wcale stolicą niepodległej Grecji.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom rejsu, tym małym i tym większym. <br />Dzięki Wam wygraliśmy, a przecież dla wielu był to pierwszy rejs morski, czy rejs wog&oacute;le!</p>
<p><span class="full-image-block ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaNaJachcie" target="_blank"><img style="width: 500px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/grecja2009/wszyscy-serifos.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1243020726865" alt="" /></a></span></span></p>
<p style="text-align: center;"><em>Grażyna, Ania, Michał, Ela, Marta, Kacper, Marzena<br />Maciek, Mila i ja (jak zawsze w okularach przeciwsłonecznych)</em></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p style="text-align: justify;">Zapraszam do odwiedzenia wszystkich garerii zdjęć z Grecji:</p>
<ul>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaStartMajowki2009" target="_blank">start</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaEgina" target="_blank">Egina</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaHydra" target="_blank">Hydra</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaPoros" target="_blank">Poros</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaSerifos" target="_blank">Serifos</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaNaJachcie" target="_blank">na jachcie</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKythnos" target="_blank">Kythnos</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKea" target="_blank">Kea</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GrecjaKoniecMajowki2009" target="_blank">koniec</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/Ateny" target="_blank">Ateny</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/AtenyZmianaWarty" target="_blank">zmiana warty</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/AtenyPlakaIMonastiraki" target="_blank">Plaka i Monastiraki</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/AtenyAkropol" target="_blank">Akropol</a></li>
</ul>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/3/15/yachtmaster-exam-and-preparation-course.html"><rss:title>yachtmaster exam and preparation course</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/3/15/yachtmaster-exam-and-preparation-course.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-03-15T19:00:00Z</dc:date><dc:subject>żeglarstwo</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarMarinaBay#5310915734421900626" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture 619.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236633867132" alt="" /></a></span></span> <a class="offsite-link-inline" href="http://joinus.pl/" target="_blank">Marcin</a> poprosił mnie bym napisał jak wygląda egzamin i kurs przygotowawczy na Yachtmastera, czyli brytyjskiego kapitana, <em>z punktu widzenia polskiego żeglarza</em>.</p>
<p>Mam duże wątpliwości, czy można mnie nazwać <em>polskim żeglarzem</em>. Wszystkie kursy i kwalifikacje robiłem w <a class="offsite-link-inline" href="http://www.rya.org.uk" target="_blank">RYA</a>. Pływałem jednak gł&oacute;wnie z Polakami, więc pewne por&oacute;wnanie pomiędzy obydwoma systemami jednak mam.<br />Mam nadzieję, że ten opis przyda się komuś w przyszłości.</p>
<p>Kurs przygotowawczy i egzamin zorganizowany był przez <a class="offsite-link-inline" href="http://www.trafalgarsailing.co.uk/" target="_blank">Trafalgar Sailing</a>, jedną z 4 szk&oacute;ł żeglarskich w <a class="offsite-link-inline" href="http://arek.stryjski.net/news/2009/3/8/miasto-tysica-i-jednej-armaty.html" target="_blank">Gibraltarze</a> akredytowanych przez RYA. Z ich usług jestem zadowolony. Wg. opinii zebranych na miejscu wszystkie szkoły w Gibraltarze oferują podobny, dobry standard merytoryczny i obsługi klienta. Zresztą są one powiązane - np. nasz egzaminator jest instruktorem w innej szkole.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarMarinaBay#5310915570148064034" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture 222.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236638377403" alt="" /></a></span></span>Dlaczego akurat w Gibraltarze? Koniec lutego, to nie jest za bardzo pora by wyruszać na Morze P&oacute;łnocne, czy nawet Kanał Angielski. <br />W Gibraltarze panowały warunki prawie letnie. Temperatura od 15 do 20 stopni. Wiatr do 5 Beauforta, ale zafalowanie na zatoce małe. Deszcz tylko jednego dnia.<br />Dodatkowo Gibraltar to wody pływowe. Pływy nie są duże, jedynie 1m, ale w cieśninie występuje stały prąd morski, kt&oacute;ry należy uwzględniać, we wszystkich kalkulacjach.<br />Dodatkowo duży ruch statk&oacute;w handlowych, prom&oacute;w i łodzi rybackich wymaga ciągłej uwagi i znajomości przepis&oacute;w.<br />Wszystko to razem, czyni Gibraltar dogodnym miejscem do nauki i testowania umiejętności żeglarskich.</p>
<p>Kurs odbywał się od poniedziałku do piątku od 0900 do około 1900, raz 2200. Egzamin odbył się w sobotę między 1000, a 0200 dnia następnego.<br />Kurs to przede wszystkim praktyczne ćwiczenie manewr&oacute;w w zatoce i marinie. Przez tydzień przepłynęliśmy zaledwie 142 mil morskich. <br />Na noc wracaliśmy do mariny w Gibraltarze. Z tego co wiem nie jest to jednak zawsze regułą i czasami odwiedza się r&oacute;wnież inne porty.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarSamolot#5310908467441244226" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/Picture%20645.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1237065849333" alt="" /></a></span></span>Pływaliśmy Bavarią 36, czyli typowym jachtem szkoleniowym. W systemie brytyjskim każdy kurs i egzamin (nawet na żeglarza) musi się odbywać na morskim jachcie kabinowym o długości co najmniej 33 st&oacute;p, z ożaglowaniem slop. System stawiania i refowania grota był tradycyjny. Genua na rolerze. <br />RYA wychodzi się z założenia, że kursy maja przygotowywać do pływania na typowych jachtach czarterowych, a nie zapoznać z tradycją żeglarską.<br />Stan jachtu był zadowalający, aczkolwiek zdarzały się drobne usterki. Śmialiśmy się, że ma to nas przygotować do ewentualnych przyg&oacute;d na własnych rejsach. Prawdopodobnie większe znaczenie miał fakt, że jacht był zaledwie tydzień przed corocznym remontem.</p>
<p>W kursie brało udział 5 os&oacute;b. Ja i Obi byliśmy na kursie przygotowawczym do egzaminu Yachtmastera. David i&nbsp;Keith uczestniczyli w kursie Coastal Skipper (sternik morski). Richard w tzw. Fast Track, czyli 12 tygodniowym, rezydencjalnym kursie teoretyczno-praktycznym. Przygotowuje się w nim osoby o małym doświadczeniu do egzaminu na Yachtmastera. Często, tak jak w jego przypadku, z myślą o p&oacute;źniejszej pracy jako kapitan jachtowy.<br />Oba kursy, przygotowawczy do egzaminu Yachtmaster i praktyczny Coastal Skipper, to dokładnie ten sam kurs. Z "niewiadomych" przyczyn ten pierwszy jest jednak nieznacznie droższy.<br />Same egzaminy są r&oacute;wnież podobne. Jak m&oacute;wił nasz instruktor Jim, to praktycznie ten sam egzamin, ale na przyszłych kapitan&oacute;w patrzy się surowiej.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarMarinaBay#5310915654684626370" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture 226.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1237065812071" alt="" /></a></span></span>Do przystąpienia do obu egzamin&oacute;w wymagane jest posiadanie certyfikatu operatora radia VHF kr&oacute;tkiego zasięgu i kursu pierwszej pomocy.<br />Kandydaci powinni ukończyć kurs i zdać egzamin&nbsp;teoretyczny na poziomie Yachtmaster, lub co najmniej Day Skipper. Ewentualnie posiadać por&oacute;wnywalną wiedzę teoretycznę zdobyta w inny spos&oacute;b. W naszym przypadku wszyscy ukończyli oba kursy teoretyczne, więc trudno mi powiedzieć jak traktowane są osoby, kt&oacute;re zdobyły wiedzę teoretyczną inaczej.<br />Wymagany jest r&oacute;wnież minimalny staż: 2500 mil morskich, z czego przynajmniej połowa na wodach pływowych, minimum 50 dni, w tym co najmniej 5 jako skipper. <br />Staż wystarczy, że jest udokumentowany książeczką żeglarską, logiem własnego jachtu, czy nawet zwykłym zestawieniem i oświadczeniem kandydata. Powszechne w Polsce "opinie" są w systemie brytyjskim całkowicie nieznane.</p>
<p>Na kursie największy nacisk kładzie się na manewry przeprowadzane na żaglach. My ćwiczyliśmy:</p>
<ul>
<li>"człowiek za burtą",</li>
<li>cumowanie do boji,</li>
<li>cumowanie do kei,</li>
<li>kotwiczenie.</li>
</ul>
<p>Manewry na silniku to:</p>
<ul>
<li>podchodzenie i odchodzenie od kei rufą, dziobem i&nbsp;longside,</li>
<li>obr&oacute;t jachtu o 360 stopni dookoła własnej osi (wykorzystanie prop-work nie jest tu najważniejsze, raczej obranie właściwego kierunku obrotu w stosunku do wiatru),</li>
<li>kotwiczenie i opuszczanie kotwicowiska.</li>
</ul>
<p>Z praktycznych zadań nawigacyjnych trenowaliśmy:</p>
<ul>
<li>"ślepą nawigację", czyli symulacja odnajdywania bezpiecznego miejsca w czasie mgły, używając jedynie nawigacji tradycyjnej (log, mapa) omijając wyimaginowaną rafę i inne statki,</li>
<li>symulowany plan rejsu (w naszym przypadku do Afryki) z uwzględnieniem pływ&oacute;w (wysokość i prądy),</li>
<li>nawigacja przybrzeżna w dzień i w nocy - w określonym miejscu, np. na przecięciu linii zmiany świateł sektorowych i konturu, musieliśmy się znaleźć używając jedynie żagli.</li>
</ul>
<p>W czasie trwania całego egzaminu GPS był oczywiście wyłączony.</p>
<p>Wszystkie te elementy były sprawdzane w czasie egzaminu. Jednak nie wszyscy musieli wykonać każde zadanie. W naszym przypadku na egzaminie wszystkim "upiekły się" manewry na żaglach. Tego dnia wiatr prawie całkowicie znikł. Biorąc jednak pod uwagę jak wiele czasu przeznaczyliśmy na to w trakcie kursu, jest to na pewno ważny element egzaminu.</p>
<p>Dodatkowo w czasie egzaminu zadawane są pytania teoretyczne. W naszym przypadku dotyczyły one:</p>
<ul>
<li>praktycznej znajomości mapy i symboli na niej,</li>
<li>międzynarodowe zasady prewencji kolizji (czyli kto i kiedy powinien zmienić kurs)</li>
<li>światła nawigacyjne,</li>
<li>sygnały mgłowe,</li>
<li>flagi,</li>
<li>pogoda,</li>
<li>interpolacja pływ&oacute;w - obliczenia wysokości i czasu dla port&oacute;w nie objętych dokładnymi tabelami, oraz interpolacja prędkości prądu pomiędzy springs i neaps.</li>
</ul>
<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/Gibraltar#5310924517592588482" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20602.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1237066847058" alt="" /></a></span></span>Ważne było r&oacute;wnież przeprowadzenie odpowiedniej odprawy bezpieczeństwa (safety briefing). Co istotne, w tym przypadku można, a nawet trzeba posługiwać się notatkami. Należy uwzględnić następujące elementy:</p>
<ul>
<li>zagrożenia na jachcie (boom, możliwość wypadnięcia itp.),</li>
<li>używanie kamizelek i szelek,</li>
<li>uruchomienie silnika,</li>
<li>tratwa ratunkowa (jak działa, kiedy użyć), </li>
<li>środki pirotechniczne,</li>
<li>radio i Mayday,</li>
<li>instalacja gazowa i jej obsługa,</li>
<li>możliwość wystąpienia pożaru, zasady gaszenia, lokalizacja gaśnic,</li>
<li>choroba morska,</li>
<li>apteczka,</li>
<li>zawory bezpieczeństwa instalacji wodnej,</li>
<li>ręczne wypompowywanie wody.</li>
</ul>
<p>Nasz egzaminator kładł też duży nacisk na działanie i konserwację silnika:</p>
<ul>
<li>sprawdzanie i uzupełnianie oleju w silniku i skrzyni bieg&oacute;w,</li>
<li>wymiana filtru oleju,</li>
<li>filtr paliwa,</li>
<li>odpowietrzenie silnika w instalacji niskiego i wysokiego ciśnienia,</li>
<li>pasek alternatora,</li>
<li>wymiana turbiny w sprężarce.</li>
</ul>
<p><span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarMarinaBay#5310915391983396146" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture 218.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1237066707495" alt="" /></a></span></span>Ważnym elementem egzaminu jest sprawdzenie zdolności komunikacyjnych. Nie chodzi o dokładną znajomość angielskiej terminologii żeglarskiej - choć jest ona z pewnością przydatna - ale o możliwość jasnego przedstawienia sytuacji i zadań załodze. <br />Każdy, nawet najprostszy manewr, poprzedzony powinien być wyjaśnieniem planu działania i zadań każdego członka załogi. Tacking czy jaibing powinien być przeprowadzony w ten spos&oacute;b, że odpowiednie (nie koniecznie tradycyjne, ale zrozumiałe dla załogi) komendy są wydawane w odpowiednim momencie przez sternika lub skippera.</p>
<p>Egzamin wiąże się zapewne dla wszystkich ze stresem. Prawdopodobnie jest to zamierzone.</p>
<p>Większość egzaminu jest sprawdzeniem działania w sytuacjach kryzysowych, co naturalnie wiąże się ze stresem. Jak to podkreślił nasz instruktor Jim, kurs i egzamin ma umieścić nas poza strefą komfortową. Sprawdzić, czy w sytuacji zagrożenia nie popełnimy jakiegoś kardynalnego błędu.<br />Jednocześnie podkreślał, że jest to jedynie kolejny dzień na wodzie. Wymagania nie są jakoś specjalnie wyg&oacute;rowane. Wbrew obiegowej opinii kapitan to nie B&oacute;g, więc nieomylność i wszechwiedza nie są wymagane.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarTheRock#5310906019813421090" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture 561.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1237066025946" alt="" /></a></span></span>Jak m&oacute;wił Jim: egzaminator jest na jachcie po to by dać wam certyfikat, a nie po to by was oblać. Z naszej 5-tki, 4 osoby zdawały egzamin w tym samym czasie co ja. Zdali wszyscy.<br />Na pewno w jego trakcie wszyscy popełniliśmy jakieś błędy. Nie znaliśmy odpowiedzi na jakieś trudne pytanie. Zar&oacute;wno kurs, jak i egzamin wykazał luki w wiedzy i doświadczeniu.</p>
<p>Zdanie egzaminu na Yachtmastera nie jest na pewno ukoronowaniem "kariery" morskiej. To jedynie kolejnym krok w ciągłym doskonaleniu swoich umiejętności.<br />Polecam to doświadczenie każdemu kto prowadzi jacht jako skipper.</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/3/8/miasto-tysica-i-jednej-armaty.html"><rss:title>miasto tysiąca i jednej armaty</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/3/8/miasto-tysica-i-jednej-armaty.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-03-08T22:10:26Z</dc:date><dc:subject>żeglarstwo</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarSamolot#5310908105703238354" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20201.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236632513846" alt="" /></a></span></span>W zeszłą niedzielę wr&oacute;ciłem z Gibraltaru. Miasto zaskakuje, ale gł&oacute;wnie mieszaniną ludzi i kultur. Już pierwszego dnia usłyszałem "Adios. Take care".</p>
<p>Gibraltar to jednak nie tylko mieszanka angielsko-hiszpańska. Na ławce przed kościołem zupełnie naturalnie wyglądały dwie kobiety ubrane w tradycyjne marokańskie stroje. Od dawna istnieją tu społeczności włoska, hinduska i żydowska. Społeczności ukraińska i polska pojawiły zapewne całkiem niedawno, ale w jakimś sensie stanowią kontynuację pewnej tradycji.<span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/Gibraltar#5310923234517904738" target="_blank"><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/Picture%20302.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236632759046" alt="" /></a></span></span></p>
<p>R&oacute;żnorodności kulturowe zdumiewająco zacierają się wśr&oacute;d młodzieży. Językiem, ubiorem i zachowaniem nastolatkowie wydają się być typowymi anglikami. W pewnym momencie zastanawiałem się nawet skąd tam tyle młodzieży brytyjskiej :)</p>
<p>Nie byli to jednak młodzi turyści. Miasto ma kilka miejsc wartych odwiedzenia, raczej nie zostanie jednak mekką turystyczną.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarStMichaelSCave#5310834013118913874" target="_blank"><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20504.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236632846446" alt="" /></a></span></span>Warto odwiedzić jaskinię Św. Michała. Stalaktyty i stalagmity odpowiednio oświetlone tworzą znakomity nastr&oacute;j. Dodatkowo tajemniczości groty dodaje fakt, że było to ostatnie miejsce zamieszkiwania neandertalczyka. W czasach, gdy cała ziemia była już opanowana przez naszych przodk&oacute;w, na Gibraltarze, żyło jeszcze kilka ostatnich rodzin naszych "kuzyn&oacute;w".</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarTunelKoszaryZamek#5310926537893867314" target="_blank"><img style="width: 220px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20464.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236633013275" alt="" /></a></span></span>Na drugiej stronie Skały "groty" wykuli już wsp&oacute;łcześni ludzie. Tunele z umieszczonymi w nich działami robią wrażenie. Zwłaszcza, że większość powstała w XVIII wieku. <br />Generał hiszpański, kt&oacute;remu nie udało się zdobyć fortyfikacji w czasie oblężenia w latach 1779-1783, stwierdził, że jest to dzieło inżynierskie godne starożytnych rzymian.<br />Armaty, działa, forty widoczne są w Gibraltarze na każdym kroku. Takiego nagromadzenia militari&oacute;w z przer&oacute;żnych wiek&oacute;w nie widziałem nigdy w jednym mieście. Zapewne zostały wystawione na widok publiczny by przypominać Hiszpanom, robiącym tu zakupy, kto tu rządzi... :)</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarTheRock#5310905252843650002" target="_blank"><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20417.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236633031316" alt="" /></a></span></span>Największą atrakcją Gibraltaru jest oczywiście sam Rock, czyli skała i zamieszkujące ją małpy. G&oacute;ra,&nbsp;będąca geologicznie częścią Afryki, wyrasta pionowo z morza i robi wrażenie. Nie dziwne, że starożytni nazywali ją słupami herkulesa (obok widocznym gołym okiem masywu g&oacute;rskiego w Maroku).<br /> Natomiast występowanie tu dziko żyjących małp jest wsp&oacute;łczesnym, europejskim ewenementem. <br />Co prawda co do ich dzikości można mieć uzasadnione wątpliwości. Nie wydają się zbyt podekscytowane obecności ludzi na swoim terenie - tylko nieliczne rewidują torby turyst&oacute;w. Większość pozuje do zdjęć drzemiąc.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarOgrodBotaniczny#5310913228063181490" target="_blank"><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20366.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236633104483" alt="" /></a></span></span>Ogr&oacute;d botaniczny jest miłym zakątkiem wartym odwiedzenia. Natomiast zamek muzułmański nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Por&oacute;wnywałem, go z Cuba z Palermo. Powstały mniej więcej w tym samym czasie i reprezentują podobny styl architektoniczny. Mimo mniejszego zniszczenia, ten w Gibraltarze robi znacznie mniejsze wrażenie.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarSamolot#5310908273961784978" target="_blank"><img src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture 215.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1237065499957" alt="" /></a></span></span>Dużo większą atrakcją jest lotnisko. Wybudowane na mokradłach, kt&oacute;re oddzielały kiedyś Gibraltar od Hiszpanii, znajduje się dosłownie na granicy. Pas startowy przecina jedyna droga biegnąca do miasta.<br />Największym zaskoczeniem jest jednak bliskość mariny. Oddzielona jest od pasa startowego jedynie... no w zasadzie niczym, nie jest oddzielona. Samoloty startują i lądują mniej niż 100 metr&oacute;w od manewrujących jacht&oacute;w.<br />Gdy na całym świecie nawet 10 metr&oacute;w dzielące samolot od terminala, trzeba pokonać specjalnym autobusem, to w Gibraltarze idąc z lotniska do miasta przechodzi się środkiem pasa startowego.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarTheRock#5310904940362313026" target="_blank"><img style="width: 220px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20399.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236633252386" alt="" /></a></span></span>Wysoka zabudowa mieszkalna (a nie hotelowa) i ceny nieruchomości świadczą, że turystyka nie stanowi tu priorytetu. Gibraltar wydaje się miastem skoncentrowanym na handlu i obsłudze wielkich statk&oacute;w przepływających cieśninę i tankujących tutaj, nieobciążone podatkiem VAT, paliwo.</p>
<p>Pewna pradawna tradycja morska, wydaje się jednak zamierać. Jeszcze 20 lat temu,&nbsp;dość otwarcie, działały tu silne grupy zajmujące się przemytem narkotyk&oacute;w z Maroka do Hiszpanii. Podobno w latach 90-tych młodzi Gibraltarczycy po wygranej w zawodach łodzi motorowych w Szkocji oświadczyli w wywiadzie w TV, że pływać uczyli się pędząc na swych super szybkich, nieoświetlonych pontonach, pomiędzy tankowcami, uciekając przed helikopterami hiszpańskiej Guardia Civil.<br />Ta "piracka" przeszłość stanowi już chyba jedynie wspomnienie. Dziś Gibraltar wydaje się bardzo bezpiecznym, a nawet sennym miejscem. Fakt, że marina i znajdujące się w niej jachty są całkowicie otwarte, jest rzadkością w UK, czy Hiszpanii.</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-left ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/Gibraltar#5310924581102024386" target="_blank"><img style="width: 220px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20604.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236633402043" alt="" /></a></span></span>Mimo całej swojej odmienności kulturowej i odmiennego klimatu, Gibraltarowi udaje się w jakiś spos&oacute;b pozostać  prowincjonalnym brytyjskim miastem usytuowanym na krańcu Hiszpanii i Europy.</p>
<p>Oby tak zostało.</p>
<p style="text-align: center;">&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="http://picasaweb.google.com/arek.stryjski/GibraltarTheRock#5310905769485691170" target="_blank"><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/gib_2009/Picture%20441.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1236633297350" alt="" /></a></span></span>O tym po co tam byłem i co tam robiłem <a href="http://arek.stryjski.net/news/2009/3/15/yachtmaster-exam-and-preparation-course.html">tutaj</a>. <br />Zapraszam r&oacute;wnież do galerii:</p>
<ul>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarSamolot#slideshow" target="_blank">z samolotu</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/Gibraltar#slideshow" target="_blank">miasto</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarTheRock#slideshow" target="_blank">The Rock</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarStMichaelSCave#slideshow" target="_blank">grota świętego Michała</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarTunelKoszaryZamek#slideshow" target="_blank">tunele, koszary, zamek</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarOgrodBotaniczny#slideshow" target="_blank">ogr&oacute;d botaniczny</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarMarinaBay#slideshow" target="_blank">marina</a></li>
<li><a class="offsite-link-inline" href="http://picasaweb.google.co.uk/arek.stryjski/GibraltarNoc#slideshow" target="_blank">nocą</a></li>
</ul>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/2/13/planeta-google.html"><rss:title>planeta google</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/2/13/planeta-google.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-02-13T00:16:29Z</dc:date><dc:subject>książki</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><a class="offsite-link-inline" href="http://books.google.com/books?id=6ee3NwAACAAJ&amp;dq=Planet+Google:+How+One+Company+is+Transforming+Our+Lives&amp;ei=UbuUSb6TK5LmyQTzsvHlBA" target="_blank"><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><img src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/planet-google.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1234485183266" alt="" /></span></span>Planet Google</a> to książka niesamowita. Nie dlatego, że opowiada jakąś nieznaną historię, ale właśnie dlatego, że uzmysławia jak wiele przyjmujemy jako pewnik.</p>
<p>Google ma 10 lat, ale można przyjąć, że w powszechnej świadomości zaistniała dopiero w XXI wieku. Wydaje się jednak czymś tak oczywistym, jakby istniał od zawsze. <br />Codziennie sprawdzam pocztę w <a class="offsite-link-inline" href="http://mail.google.com/mail" target="_blank">GMail</a>. Czytam wiadomości w <a class="offsite-link-inline" href="http://www.google.co.uk/reader" target="_blank">GoogleReader</a>. Oglądam video w <a class="offsite-link-inline" href="http://www.youtube.com/" target="_blank">YouTube</a>. Tworze dokumenty i arkusze kalkulacyjne w <a class="offsite-link-inline" href="http://docs.google.com/" target="_blank">Google Docs</a>. Planuję urlop przy pomocy <a class="offsite-link-inline" href="http://earth.google.co.uk" target="_blank">GoogleEarth</a> i <a class="offsite-link-inline" href="http://maps.google.co.uk" target="_blank">GoogleMaps</a>. Przede wszystkim, codziennie wyszukuję informacje przy pomocy <a class="offsite-link-inline" href="http://www.google.com" target="_blank">wyszukiwarki Google</a>. <br />Wyszukiwarka stała się tak nierozerwalna z internetem, że zastępuje pole z URL i tak popularne kiedyś zakładki.<br />10 lat temu Google jednak nie istniało. Większości serwis&oacute;w nie było dostępne nawet 5 lat temu. Niesamowite.</p>
<p>Książka pokazuje drogę do sukcesu, jednej z największych firm informatycznych na świecie. Wiele wniosk&oacute;w z niej płynących wcale nie jest tak oczywistych:</p>
<ul>
<li>Popularność i sukces (komercyjny) to nie to samo.</li>
<li>Model komercyjny nigdy nie jest łatwy do odnalezienia i prawie niemożliwy przed osiągnięciem popularności.</li>
<li>Sukces i kontrowersje są nierozłączne.</li>
<li>Nie warto unikać kontrowersji.</li>
<li>Trzeba mierzyć bardzo wysoko, tak wysoko, że nikt inny nawet nie marzy by tam dotrzeć.</li>
<li>Firma pierwsza na rynku prawie zawsze ponosi porażkę - ma zaszczyt popełnić większość pomyłek, na kt&oacute;rych inni się uczą.</li>
<li>Liczba pomyłek nie ma znaczenie o ile tylko na początku wykonało się kilka właściwych ruch&oacute;w.</li>
</ul>
<p>To tylko kilka wniosk&oacute;w, kt&oacute;re nasuwają mi się po lekturze. Ciekawych wątk&oacute;w jest tam znacznie więcej.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Jestem na pewno dość wiernym użytkownikiem produkt&oacute;w Google. Podziwiam ich, choć nie podzielam&nbsp; gł&oacute;wnych wartości firmy.</p>
<ul>
<li>Bardziej cenie społeczności internetowe nad najinteligentniejsze nawet algorytmy.</li>
<li>Mam sceptyczny stosunek do tzw. "cloud computing". Wszystkie dane nie znajdą się na serwerach, a na pewno nie na serwerach Google. Raczej granica między klientem a serwerem się zatrze i serwerem będzie zar&oacute;wno domowe PC, jak i nasza kom&oacute;rka.</li>
<li>Aplikacje webowe nie wyprą desktopowych, zwłaszcza jeśli będzie to jedynie mieszanina HTML i JavaScript.</li>
</ul>
<p>Dziwne bo codziennie wykorzystuje algorytm wyszukiwania, zapisuje na serwerze Google pliki i maile i korzystam z ich aplikacji webowych.<br />Algorytm wyszukiwania będzie niezastąpiony, choć by się czegoś dowiedzieć (nie wyszukać) zawsze jednak preferuję <a class="offsite-link-inline" href="http://pl.wikipedia.org" target="_blank">Wikipedię</a>, nie Google. Reszta wydaje się jedynie pewnym etapem w rozwoju aplikacji, ich dystrybucji i rozwoju sieci.</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/2/2/chiska-nowa-era.html"><rss:title>Chińska nowa era</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/2/2/chiska-nowa-era.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-02-02T21:13:05Z</dc:date><dc:subject>różności</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><img style="width: 200px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/ox6.gif?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1233611795586" alt="" /></span></span>26 stycznia rozpoczął się nowy rok wg chińskiego kalendarza. Zakończył się rok szczura i rozpoczął rok wołu.<br />W zeszłym tygodniu udało mi się nawet znaleźć na oficjalnym bankiecie w Cambridge wydanym z tej okazji.</p>
<p>Ostatnie wiadomości z <a class="offsite-link-inline" href="http://www.ft.com/cms/s/0/d0fac984-ed6e-11dd-bd60-0000779fd2ac.html" target="_blank">Davos</a> oraz <a class="offsite-link-inline" href="http://www.ft.com/cms/s/0/e9f43b92-f14b-11dd-8790-0000779fd2ac.html" target="_blank">wizyta chińskiego premiera w UK</a> wskazują, że będzie to naprawdę rok chińskiego byka. Wszyscy mają nadzieję, że wyciągnie on nas z obecnego kryzysowego bagna.</p>
<p>Do tej pory Chiny bez specjalnego rozgłosu inwestowały gł&oacute;wnie w <a class="offsite-link-inline" href="http://www.iht.com/articles/2007/12/07/europe/union.php?WT.mc_id=atomeurope" target="_blank">Afryce</a> i krajach rozwijających się. <br />Tym razem Chiński premier po raz pierwszy przyjechał na oficjalne zakupy do Europy. Jak twierdzi wyda u nas 15 bilion&oacute;w dolar&oacute;w. Ma to być taki symboliczny gest, kt&oacute;ry pokazuje, że w momencie kryzysu, nie powinniśmy się na siebie zamykać barierami protekcjonizmu ekonomicznego, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej otwierać.</p>
<p>Wizyta premiera Wen i zachowanie Chin w ostatnich tygodniach dość drastycznie odbiegają od histerycznych zachowań Putina i Rosji. Zmianę na geopolitycznej mapie świata widać gołym okiem.</p>
<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><img style="width: 200px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/ox4.gif?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1233611767627" alt="" /></span></span>Ciekawe jak ukształtuje się opinia europejska. <br />Do tej pory dominowały dwa trendy:</p>
<ul>
<li>dość śmieszne nawoływanie do całkowitego bojkotu "chińskich trampek" i innych rzekomo tandetnych wyrob&oacute;w w imię obrony demokracji i Tybetu</li>
<li>włażenie Chińczykom w d... (piękny popis dał jeden z brytyjskich dyplomat&oacute;w na wspomnianym bankiecie)</li>
</ul>
<p>Może jednak da się byka okiełznać i dojść do harmonii. Nie uda się już nam zaciągnąć go siłą tam gdzie chcemy - jest zbyt bogaty i silny. <br />Nie musimy jednak wcale pozwalać mu na wszystko. Tratowanie zasad i ideał&oacute;w jest niedopuszczalne i musimy mu to delikatnie przypominać.</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/30/70-ywnoci-jest-genetycznie-zmutowana.html"><rss:title>70% żywności jest genetycznie zmutowana</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/1/30/70-ywnoci-jest-genetycznie-zmutowana.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-01-30T17:19:12Z</dc:date><dc:subject>ekologia</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p>To zaskakujące stwierdzenie znalazłem na stronie <a class="offsite-link-inline" href="http://www.cropgen.org/article_206.html" target="_blank">CropGen</a>.</p>
<p>Nie chodzi tu o zwykłe krzyżowanie i wyodrębnianie nowych gatunk&oacute;w hodowlanych. To człowiek robi od wynalezienia rolnictwa. Chociaż żaden z uprawianych obecnie gatunk&oacute;w nie występuje dziko, to proces ten nie wzbudza jakoś niczyich protest&oacute;w, czy zdziwienia.<br />Oczywiście nie chodzi też o <a class="offsite-link-inline" href="http://www.newscientist.com/article/mg20126914.900-hunted-species-evolving-dangerously-fast.html" target="_blank">adaptacyjne zmiany w genomie organizm&oacute;w</a>, kt&oacute;re są skutkiem polowań, czy odłow&oacute;w.</p>
<p>Chodzi o technikę stosowaną już od przeszło 80 lat, gdzie organizmy poddaje się czynnikom, kt&oacute;re wiadomo, że powodują szybkie mutacje, jak promieniowanie radioaktywne, czy substancje rakotw&oacute;rcze. W wyniku brutalnego i prowadzonego na ślepo procesu mutowania, raz na jakiś czas uzyskuje się korzystne efekty.<br />Co ciekawe tak zmutowane organizmy nie muszą być poddawane żadnym rygorystycznym testom. Jeśli mutacje wydaje się korzystna, to mogą być wprost wprowadzone do uprawy.</p>
<p>Proces jest tak powszechny, że uzyskane gatunki hodowane są nawet sprzedawane jako tzw. żywność organiczna. Takie mutanty są nawet promowane jako alternatywa do żywności genetycznie modyfikowanej (GM).</p>
<p>Jakoś to dziwne, że jak przeszczepimy gen, kt&oacute;ry wiemy, że odpowiada za jakąś cechę z jednego organizmu do innego, to w oczach wielu os&oacute;b uzyskujemy jakąś niebezpieczną hybrydę. Nawet jak taka odmiana zostanie przebadana by wyeliminować ewentualne efekty uboczne, to budzi ona strach.<br />Natomiast jak nowy gatunek pojawi się jako wynik "przypadkowej" mutacji, to jest on jak najbardziej bezpieczny, ekologiczny i naturalny. W żadnym wypadku nie trzeba go testować.</p>
<p>Czy rzeczywiście chodzi o strach przed mutantami, czy też o strach przed ludzkim rozumem?</p>
<p>Na ,ale w USA, gdzie uprawa żywności GM jest powszechna i nie wzbudza kontrowersji, nauka wydaje się w odwrocie, spychana przez kreacjonist&oacute;w.<br />W Europie, gdzie teoria ewolucji jest uznawana przez wszystkich (nawet kości&oacute;ł katolicki) istnieje zakaz uprawy żywności GM i popularna jest żywność organiczna. Promujemy nawet strach przed GM na innych kontynentach w ramach <a class="offsite-link-inline" href="http://www.fairtrade.org.uk/includes/documents/cm_docs/2008/f/fairtrade_gm_q_a_jan_08.pdf" target="_blank">Fairtrade</a>.</p>
<p>Dziwne...</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/27/mie-w-dupie-nie-wiedzie.html"><rss:title>mieć w dupie = nie wiedzieć ?</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/1/27/mie-w-dupie-nie-wiedzie.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-01-27T17:41:51Z</dc:date><dc:subject>UK historia</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj w pracy miałem dyskusję na temat niewiedzy Brytyjczyk&oacute;w w sprawie holocaustu. Wywołał ją m&oacute;j mail w sprawie Lovelocka, podobny do <a class="offsite-link-inline" href="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/25/organic-holocaust.html" target="_blank">ostatniego wpisu</a>. Chyba od 5 lat mieszkania tutaj ich głupota mnie tak nie poruszyła.</p>
<p>Dość powszechny okazał się pogląd, że Brytyjczycy nic nie wiedzieli...<br />Doprawdy żałosne.</p>
<ul>
<li>Main Kampf wydany i przetłumaczony... </li>
<li>Einstein i inni uchodźcy z publicznymi wyrokami śmierci...</li>
<li>Wszystkie informacje polskiego ruchu oporu...</li>
<li>Nawet wezwanie organizacji Żydowskich do nalotu dywanowego na Oświęcim i zr&oacute;wnania go z ziemią...</li>
</ul>
<p>Nie oni o niczym nie słyszeli. Po wojnie się dopiero dowiedzieli. Lovelock do tej pory chyba nie słyszał i opowiada, że fajnie było w czasie wojny...</p>
<p>Dziwne jakoś tacy Duńczycy pod okupacją wiedzieli i ewakuowali Żyd&oacute;w do Szwecji. Kolaborująca Bułgaria wiedziała i ukryła swoich. Nawet faszystowskie Włochy wiedziały i odmawiały wydalenia aż do upadku Mussoliniego. <br />Może dlatego, że mieli cenzurę, a nie wolną prasę jak Brytyjczycy... a może to kwestia posiadania oczu i uszu, jak mawiał prorok...</p>
<p>Z drugiej strony, jak się zapytać na temat ostatnich czystek rasowych w Europie, to ile os&oacute;b powie o byłej Jugosławii? <br />Ile os&oacute;b, zar&oacute;wno w Polsce jak i UK, powie natomiast, że o niczym nie słyszało? Dopiero jak pojadą&nbsp;na wakacje do Dubrownika, to się dziwują dziurami po kulach na większości dom&oacute;w. Śladach po ostatniej wojnie, tej z lat 90-tych.</p>
<p><a class="offsite-link-inline" href="http://www.brainyquote.com/quotes/quotes/d/donaldrums148142.html" target="_blank">Donald Rumsfeld</a> opowiadał kiedyś o wiadomej wiedzy, wiadomej niewiedzy i niewiadomej niewiedzy. Nie wspominał jednak o najpopularniejszej kategorii - udawanej niewiedzy.</p>
<p>Przypomniała mi się ta prezentacja z <a class="offsite-link-inline" href="http://blog.ted.com/2008/11/samantha_power.php" target="_blank">TED</a></p>
<p style="text-align: center;"><object width="446" height="326"><param name="movie" value="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf"></param><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="wmode" value="transparent"></param><param name="bgColor" value="#ffffff"></param> <param name="flashvars" value="vu=http://video.ted.com/talks/embed/SamanthaPower_2008-embed_high.flv&su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/SamanthaPower-2008.embed_thumbnail.jpg&vw=432&vh=240&ap=0&ti=395" /><embed src="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf" pluginspace="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" bgColor="#ffffff" width="446" height="326" allowFullScreen="true" flashvars="vu=http://video.ted.com/talks/embed/SamanthaPower_2008-embed_high.flv&su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/SamanthaPower-2008.embed_thumbnail.jpg&vw=432&vh=240&ap=0&ti=395"></embed></object></p>
<p>31 kwietnia 1994 roku, gdy New York Times podawał, że w Ruandzie zginęło już pomiędzy 200 a 300 tysięcy ludzi, pewna amerykańska kongresmen powiedziała na konferencji prasowej:<br />"Do mojego biura w Kolorado i Waszyngtonie codziennie dzwonią setki os&oacute;b w sprawie zagrożonych wyginięciem małp i goryli w&nbsp;Ruandzie. Nikt nie dzwoni w sprawie ludzi."</p>
<p>Kurwa pewnie nikt nic nie wiedział!</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/25/organic-holocaust.html"><rss:title>organic holocaust</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/1/25/organic-holocaust.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-01-25T16:55:03Z</dc:date><dc:subject>ekologia</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p>Przeczytałem dziś w <a class="offsite-link-inline" href="http://www.newscientist.com/article/mg20126921.500-one-last-chance-to-save-mankind.html" target="_blank">NewScientist szokujący wywiad</a> z <a class="offsite-link-inline" href="http://en.wikipedia.org/wiki/James_Lovelock" target="_blank">Jamesem Lovelockiem</a>.</p>
<p>90-cio letni naukowiec znany&nbsp;jest dzięki odkryciu dziury ozonowej, oraz teorii Gaja, wg kt&oacute;rej powinniśmy traktować cały ziemski ekosystem jako pojedynczy organizm. Do tej pory Lovelock traktowany był jak guru ekolog&oacute;w.</p>
<p>A oto co ma on do powiedzenia na temat globalnego ocieplenia:</p>
<p><em>Większość z "zielonych" inicjatyw jest na granicy gigantycznego przekrętu. Handel CO<span style="vertical-align: sub;">2</span> z wielkimi subsydiami rządowymi to dokładnie to, co rynki finansowe i przemysł oczekiwały. Nie zrobi to nic w sprawie globalnego ocieplenia, ale wielu ludzi&nbsp;zarobi kupę pieniędzy. Op&oacute;źni to też moment ocknięcia się.</em></p>
<p>W tym momencie myślałem: w końcu ktoś ma odwagę powiedzieć prawdę. Ostra jazda zaczeła sie jednak dopiero po chwili:</p>
<p><em>Bilion, lub mniej, ludzi przetrwa do końca tego wieku.</em></p>
<p><em>Myślę, że przyjęcie, że przetrwamy ocieplenie o 2 stopnie C to błąd; już teraz jest za dużo ludzi na świecie. Przy 4 stopniach nie przetrwa nawet 1/10 obecnej populacji. Powodem będzie brak odpowiedniej ilości żywności.</em></p>
<p><em>
<p><em><em>Nie sądzę, by 9 bilion&oacute;w ludzi było w jakikolwiek spos&oacute;b lepsze niż 1 bilion ludzi.</em></em></p>
Traktuję ludzkość, tak jak pierwsze organizmy posługując się fotosyntezą kt&oacute;re, gdy po raz pierwszy pojawiły się na ziemi, przyniosły wielkie zniszczenie wypuszczając tlen - straszny, toksyczny gaz. Zajęło to strasznie dużo czasu, ale w końcu okazało się to korzystne.<br /></em></p>
<p><em>Ludzie nie są jeszcze dostatecznie inteligentni. Wciąż mają jeszcze długą drogę ewolucyjną.</em></p>
<p><em>Przypomina mi to czas, gdy miałem 19 lat i rozpoczęła się II wojna światowa. Wtedy też wszyscy byliśmy wystraszeni, ale prawie wszyscy byli dużo bardziej szczęśliwi. Jesteśmy dużo lepiej przystosowani do tego typu wydarzeń, niż do długich okres&oacute;w pokoju.</em></p>
<p>Powinienem to chyba zostawić bez komentarza, ale nie jestem w stanie. Facet m&oacute;wi, że będziemy dużo bardziej szczęśliwi, gdy na naszych oczach umrze z głodu 7 z każdych 8 ludzi! Będzie ekstra, jak w getcie, albo w obozie koncentracyjnym... nie można zaprzeczyć, nieliczni bawili się świetnie.</p>
<p>Nie wiem, czy tego typu poglądy są popularne w środowiskach "ekolog&oacute;w", ale nagle ich działania nabierają sensu:</p>
<ul>
<li>masowa produkcja biopaliw powoduje niszczenie naturalnych ekosystem&oacute;w i wywołała klęskę głodu - należy w związku z tym zwiększyć ich produkcję do roku 2020;</li>
<li>promujmy XIX wieczne sposoby produkcji rolnej pod nazwą żywności organiczna - nas stać by przepłacać za żywność, biednych kraj&oacute;w nie będzie stać na odpowiednie badania jeśli my ich zaniechamy;</li>
<li>spożycie mięsa odpowiada za produkcję 25% gaz&oacute;w cieplarnianych - przemilczmy to i zajmijmy się transportem, to mniej niż 10%, więc nawet jak się uda, niewiele to zmieni;</li>
<li>zabrońmy wolnego handlu żywnością "modyfikowana genetycznie" - tylko ona może uchronić 3 świat przed klęską głodu;</li>
<li>wydajmy wszystkie dostępne pieniądze na nieefektywne źr&oacute;dła energii odnawialnej - miejmy nadzieję, że zabraknie ich na jakiekolwiek badania mogące przynieść prawdziwy przełom;</li>
<li>wystraszmy ludzi przed jakimikolwiek badaniami genetycznymi - ich wyniki mogą uczynić ich bardziej zdrowymi i doprowadzić do produkcji syntetycznej żywności.</li>
</ul>
<p>Przesadzam? Nie sądzę, choć z pewnością większość ekolog&oacute;w działa w dobrej wierze.</p>
<p>Tak jak w latach 30 wielu konserwatystom wydawało się, że popieranie Hitlera to jedyna droga, tak dziś wielu ludzi popiera szaleństwo ekologiczne.<br />Zachowanie dotychczasowego porządku społecznego wydawało się jedyna drogą do zachowania ludzkości. Dziś wielu wydaje się, że jedyna drogą jest konserwatyzm biologiczny - zachowanie status quo i powstrzymanie ewolucji.<br />Ci pierwsi poświęcili kilka milion&oacute;w Żyd&oacute;w, ci drudzy zaczynają wspominać o "ostatecznym rozwiązaniu" problemu kraj&oacute;w, kt&oacute;re się rozwijają.</p>
<p>Za każdym razem ofiara nie ma być daremna, ma przyczynić się do rozwoju ludzkości.</p>
<p>Nie wiem, czy gratulować Jamesowi Lovelockowi odwagi w nazwaniu rzeczy po imieniu, czy raczej bać się, że jego ideologia najwyraźniej zdobywa popularność...</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/21/postrzeganie-rzeczywistoci.html"><rss:title>postrzeganie rzeczywistości</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/1/21/postrzeganie-rzeczywistoci.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-01-21T13:38:09Z</dc:date><dc:subject>Polska UK</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p>Dwie wiadomości do mnie dotarły. Jedna dobra, druga zła:</p>
<p><strong>Dobra</strong><br /><em>Poziom bezrobocia </em>[w Polsce] <em>na koniec 2008 roku, według szacunk&oacute;w MPiPS, wyni&oacute;sł 9,5 proc., czyli niżej niż ubiegłoroczna prognoza 9,9 proc., zapisana w założeniach budżetowych na 2008 rok.</em> (<a class="offsite-link-inline" href="http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,77367,6154079,Fedak__Optymistyczna_prognoza_bezrobocia_w_2009_roku.html" target="_blank">GW</a>)</p>
<p><strong>Zła</strong><br /><em>Bezrobocie w Wielkiej Brytanii wzrosło w okresie wrzesień-listopad 2008 roku do 6,1 proc., osiągając najwyższy poziom od 1999 roku - poinformował we wtorek brytyjski rząd.</em> (<a class="offsite-link-inline" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,6185310,Bezrobocie_na_Wyspach_najwyzsze_od_1999_roku.html" target="_blank">GW</a>)</p>
<p>Nie bynajmniej mnie nie dziwi, że tak jest to odbierane :)<br />Polecam obejrzenie prezentacji w <a class="offsite-link-inline" href="http://www.ted.com/index.php/talks/dan_gilbert_asks_why_are_we_happy.html" target="_blank">TED</a> dla wyjaśnienia zagadki 9.9 &lt; 6,1.</p>
<p style="text-align: center;"><object width="334" height="326"><param name="movie" value="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf"></param><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="wmode" value="transparent"></param><param name="bgColor" value="#ffffff"></param> <param name="flashvars" value="vu=http://video.ted.com/talks/embed/DanGilbert_2005G-embed_high.flv&su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/DanGilbert-2005G.embed_thumbnail.jpg&vw=320&vh=240&ap=0&ti=420" /><embed src="http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf" pluginspace="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" bgColor="#ffffff" width="334" height="326" allowFullScreen="true" flashvars="vu=http://video.ted.com/talks/embed/DanGilbert_2005G-embed_high.flv&su=http://images.ted.com/images/ted/tedindex/embed-posters/DanGilbert-2005G.embed_thumbnail.jpg&vw=320&vh=240&ap=0&ti=420"></embed></object></p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/17/wielki-klaps.html"><rss:title>wielki klaps*</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/1/17/wielki-klaps.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-01-17T20:12:57Z</dc:date><dc:subject>kosmologia książki</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><img style="width: 200px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/endless_universe.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1232224560290" alt="" /></span></span>Postanowiłem kiedyś opisywać książki, kt&oacute;re przeczytałem. Od tego czasu przeczytałem bardzo&nbsp;wiele ciekawych książek - niestety, niewiele z nich trafiło na tę stronę. <br /><a class="offsite-link-inline" href="http://www.newscientist.com/article/mg20126914.100-did-dark-energy-give-us-our-cosmos.html" target="_blank">Artykuł</a> w ostatnim numerze NewScientis przypomniał mi o jednej z nich: <a class="offsite-link-inline" href="http://books.google.com/books?id=mtZ6AAAACAAJ" target="_blank"><em>Endless Universe: Beyond The Big Bang</em></a> Paul J. Steinhardt, Neil Turok.</p>
<p>Chyba wszyscy wiemy jak powstał kosmos. Dawno temu - tak dawno, że nawet czas jeszcze nie istniał; w miejscu kt&oacute;rego nie spos&oacute;b znaleźć - bo nie istniała jeszcze przestrzeń; wybuchło Nic i dało początek Wszystkiemu.</p>
<p>Teoria Wielkiego Wybuchu przeczy totalnie wszystkiemu co potrafimy sobie wyobrazić. Nie jest to jednak jej największym problemem. <br />Pomijając, filozoficzne problemy, że był czas, gdy czasu nie było; było miejsce, gdzie nie było przestrzeni i że nic dało początek wszystkiemu, teoria ta ma wiele luk bardziej fizycznych.</p>
<p>Z drugiej zasadą termodynamiki wynika, że kosmos w pierwszych momentach musiał być totalnie uporządkowany i nigdy już tak uporządkowany nie będzie. Nieco dziwny obraz "wybuchu", z kt&oacute;rym wielu fizyk&oacute;w nie może się pogodzić.<br />Biorąc pod uwagę, tępo rozszerzania się kosmosu nie może on być taki wielki jakim go obserwujemy. Należało więc dodać inflację, czyli super-rozszerzanie się kosmosu w pewnym ściśle określonym momencie jego istnienia. Inflacja zaczęła się i skończyła bez jasnych przyczyn.<br />Z rozkładu materii i tego co wiemy o grawitacji wiemy, że brakuje nam 90% kosmosu. Prawie całą materię nazywamy więc czarną, bo nie potrafimy jej wykryć.</p>
<p>Problem&oacute;w jest więcej. Największym jednak jest nasze istnienie. <br />Wszystkie znane nam wartości fizyczne wydaja się tak dobrane byśmy mogli zaistnieć. Najmniejsza nawet zmiana, kt&oacute;rejkolwiek z nich i szanse pojawienia się życia staja się zerowe.<br />W tym strasznie nieprawdopodobnym kosmosie istniejemy w bardzo specyficznym czasie. Jedynym czasie w kt&oacute;rym można zrozumieć kosmos. Wcześniej było to niemożliwe bo nie mogło powstać życie, a więc i jakakolwiek forma inteligencji. W przyszłości, kt&oacute;ra dosłownie będzie trwała nieskończenie dłużej od obecnej epoki, widoczne będą jedynie pojedyncze galaktyki oddzielone pustką, kt&oacute;rej nawet światło nie pokona przez wieczność. P&oacute;źniej będzie istnieć jedynie ciemna, zimna pr&oacute;żnia, pogrążona w totalnym chaosie.</p>
<p>Przy całej swojej nieprawdopodobności, niewyobrażalności i fakcie, że przyklejono do niej tyle łatek, by odpowiadała obserwowalnej rzeczywistości, dziwne wydaje się, że teoria wielkiego wybuchu wciąż uznawana jest za prawdziwą.<br />Jej jedynym atutem wydaje się fakt, że jest w stanie pogodzić naukę i religię. Jej opis, przy odrobinie dobrej woli, daje się uprościć do opowieści znanej z Biblii. Nie powinno to jednak dziwić skoro stworzył ją fizyk będący jednocześnie księdzem katolickim.</p>
<p><em>Endless Universe</em> to opowieść o alternatywnej historii świata. Historii w kt&oacute;rej czas nigdy nie powstał, leczy jest wieczny. Historii w kt&oacute;rej wszystko ma naturalną przyczynę, kt&oacute;ra sama w sobie była skutkiem nieskończonej ilości innych przyczyn.</p>
<p>Nowa teoria opiera się o teorii strun. Dokładnie na teorii M-brane.<br />Wg niej nasz tr&oacute;jwymiarowy świat oddzielony jest od innego tr&oacute;jwymiarowego świata o bardzo mały odcinek przestrzeni w czwartym wymiarze. Światy te możemy wyobrazić sobie jako membrany (czy oddzielone płaszczyzny jeśli wyobrazimy je sobie w dwu wymiarach).<br />W nowej teorii istnieje r&oacute;wnież wybuch, ale nie jest to eksplozja jednego punktu, kt&oacute;ry staje się całą przestrzenią, a raczej kolizja całej przestrzeni.</p>
<p style="text-align: center;"><span class="full-image-block ssNonEditable"><span><img style="width: 500px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/m-brane.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1232231414166" alt="" /></span></span></p>
<p>Po kolizji światy/membrany odbijają się od siebie i rozdzielają. Kolizja powoduje, że w obu pojawia się energia i materia z kt&oacute;rej mogą powstać nowe gwiazdy i galaktyki. Tak odradzające się światy rozszerzają się, ale nie muszą tego robić łamiąc prawa fizyki (inflacja), gdyż już przed zderzeniem nie były punktami. Istnienie "popioł&oacute;w" poprzedniego świata tłumaczy r&oacute;wnież dlaczego obecny jest właśnie taki, a nie inny.<br />Po upływie miliard&oacute;w lat światy przestają się oddalać. Łączące je "struny" wyhamowują energię odbicia i światy zaczynają się ponownie przybliżać, dążąc do kolejnej kolizji.</p>
<p>Tak widziany świat nie jest czymś co powstało bez jakiejkolwiek przyczyny i czymś skazanym na śmierć w stadium wiecznego chaosu. Świat istniał wiecznie i wiecznie też będzie istniał, odradzając się i tworząc na nowo.<br />Kosmos wydaje się być wiecznie odradzającym się feniksem. Nową teorię nazywa się więc często teorią feniksa. (*a nie tak jak zatytułowałem ten artykuł ;)</p>
<p>Świadomie, czy też nie, teoria odchodząc od judeo-chrześcijanskiej wizji Wielkiego Kaprysu zbliża się do kosmologii wschodnich.<br />"Feniks" wydaje się dawać pewną nadzieję. Nawet jeżeli jedynie na poziomie kosmosu, "reinkarnacja" wydaje się wnosić nieco sensu do naszej egzystencji.</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/13/czego-nie-nauczyem-si-na-lekcji-historii.html"><rss:title>czego nie nauczyłem się na lekcji historii</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/1/13/czego-nie-nauczyem-si-na-lekcji-historii.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-01-13T20:00:42Z</dc:date><dc:subject>Hiszpania Polska UK historia</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><img src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/caesarea_killings.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1231955240702" alt="" /></span></span>Weekend upłynął pod znakiem historii. Prawie cały czas czytałem w internecie artykuły na temat Hiszpanii i Maroka. <br />W niedzielę,&nbsp; ze znajomymi, mieliśmy dyskusję z cyklu "Wady brytyjskiego systemu edukacyjnego". Tym razem objechaliśmy nauczanie historii.</p>
<p>Nie ma się co roztrząsać nad poziomem nauczania historii w UK. Jest raczej tragiczny. Przyznają to nawet Anglicy, kt&oacute;rzy chodzili do tzw. piblic schools, czyli szk&oacute;ł niepaństwowych. <br />Pytanie tylko, czy w Polsce jest lepiej...</p>
<p>W szkole historia nigdy nie sprawiała mi kłopotu. Weekendowa lektura wprawiła mnie jednak w zdumienie. <br />Hiszpania nigdy nie odgrywała dużej wagi w historii Polski. Raz ich tylko mordowaliśmy z Napoleonem pod hasłem: "Za wolność Naszą, nie Waszą!". <br />Chyba jednak coś się tam uczyliśmy o Europie, odkryciach geograficznych itp.? Czy, aby naprawdę to co istotne...</p>
<p>Niestety traktowałem Hiszpan&oacute;w jako gorsze wcielenie Wandal&oacute;w. Ich historia wydawała mi się pasmem grabieży i zniszczeń: kalifat w Kordobie; imperium Maj&oacute;w i Ink&oacute;w; wygnanie muzułman&oacute;w i Żyd&oacute;w sefardyjskich; doprowadzenie do ruiny Kr&oacute;lestwa Sycylii i Portugalii.</p>
<p>Czy to prawda? - Tak, ale czy cała...</p>
<p>Kr&oacute;lestwo Hiszpanii założyli Ferdynand Aragoński i Izabela Kastylijska. To oni dokończyli rekonkwistę. <br />Zlikwidowali jednak nie wielki Kalifat w Kordobie, ale podupadający Emirat w Grenadzie. Księstwo muzułmańskie, podległe Kastylii (i w pewnym sensie Maroku) przez poprzednie 250 lat.</p>
<p>Kto więc zniszczył Kalifat w Kordobie? Jak się okazuje Arabowie i Beduini z Maroka. No i nasi wojowie słowiańscy.</p>
<p>Upadek Umajjad&oacute;w rozpoczął okres anarchii, w kt&oacute;rych każdy pr&oacute;bował wykroić sobie jakieś księstwo. Przodowali w tym dow&oacute;dcy wojsk kalifatu, często byli niewolnicy, ściągnięci tam z ziem słowiańskich.</p>
<p>Status niewolnika w świecie islamskim był inny niż w Rzymie, czy Ameryce. Doborowe wojska składające się z byłych niewolnik&oacute;w były normą. Zaskakująco często armie te potrafiły też przejąć pełną kontrolę nad swymi "panami", tak stało sie i tym razem.</p>
<p>Nie byli to niestety władcy zbytnio waleczni. Gdy kr&oacute;lestwa chrześcijańskie najechały podzielonych muzułman&oacute;w, wezwali oni na pomoc dzielnych, acz fanatycznych wsp&oacute;łwyznawc&oacute;w z Maroka. Ci wygrali z "krzyżowcami" bez problemu, ale natychmiast stworzyli w Hiszpanii swoje własne państwo. <br />Nowi władcy nie byli tak tolerancyjne jak dawni Kalifowie. Po złotych wiekach przyszedł czas prześladowań dla ludność chrześcijańskiej i żydowskiej. Tak więc, gdy rycerze z p&oacute;łnocy zn&oacute;w spr&oacute;bowali swego szczęścia, znaleźli nagle wielu sojusznik&oacute;w.</p>
<p>Dość znacząca jest kwestia kto władał Hiszpanią p&oacute;źniej. Ferdynand i Izabela zjednoczyli p&oacute;łwysep iberyjski, ale nie władali jednak kr&oacute;lestwem hiszpańskim. <br />Ferdynandowi, po śmierci żony, odm&oacute;wiono korony Kastylijskiej. Jedyne co udało mu się uzyskać to tytuł regenta.<br />Pierwszym prawdziwym kr&oacute;lem zjednoczonej Hiszpanii był ich wnuk. Karol I Hiszpański, bardziej znany jako Karol V von Habsburg - Cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego.</p>
<p>Dla Habsburg&oacute;w, władających Hiszpanią przez następne 200 lat, było to jedynie jedno z kr&oacute;lestw w ich imperium. Traktowali Hiszpanię i jej kolonie jak dojną krowę. Doili tak wydajnie, że w czasie ich rząd&oacute;w kr&oacute;lestwo bankrutowało bodajże 4 razy. Działo się to w czasach złotej armady i grabieży dokonanych w Ameryce.<br />Władcy, zajęci tępieniem protestanckich heretyk&oacute;w w swoich rodzinnych Niemczech, nie byli zainteresowani rozwojem, czy nawet eksploatacją nowych ziem w Ameryce. Całość oddali w ręce "prywatnej inicjatywy", czyli konkwistador&oacute;w. Interesowało ich jedynie ile ci skonfiskują dla nich złota i srebra, potrzebnego do prowadzenia kolejnych wojen religijnych w Europie. Metody były obojętne.</p>
<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><img src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/burning.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1231955256267" alt="" /></span></span>Pod patronatem Habsburg&oacute;w inkwizycja naprawdę rozkwitła. Wbrew powszechnej opinii, ta tajna policja nie podlegała wcale kościołowi, ale właśnie kr&oacute;lowi. <br />W Hiszpanii zajeła się gł&oacute;wnie paleniem na stosach&nbsp;i konfiskowaniem majątk&oacute;w co bogatszych obywateli pochodzenia żydowskiego. Pretekstem mogło być np. odwiedzenie synagogi w Rzymie, czy kontakty ze swoimi rodakami z innych kraj&oacute;w.</p>
<p>Co prawda już Ferdynand i Izabela wpadli na "genialny" pomysł jak masowo ochrzcić swych poddanych. Uczynili to stawiając ich przed wydawałoby się oczywistym wyborem: chrzest albo wyjazd. Zaskoczyła ich chyba jednak decyzja podjęta przez dużą część społeczności muzułmańskiej i żydowskiej. <br />Po śmierci żony, Ferdynand wystosował nawet list do swych byłych poddanych pochodzenia żydowskiego, w kt&oacute;rym namawiał ich do powrotu. Za wiele to już jednak nie dało.</p>
<p><span class="full-image-float-left ssNonEditable"><span><img src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/expulsion-moriscos.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1231955271347" alt="" /></span></span>Habsburgowie raczej nie nauczyli się niczego na błędach poprzednik&oacute;w. Wystarczyło pom&oacute;wienie ze strony protestant&oacute;w o tolerowanie "niewiernych", by ostatecznie wygnać całą ludność pochodzenia arabskiego. R&oacute;żnica z poprzednim wygnaniem jest jednak znacząca. Mimo wszystkich pozostałości kulturowych w języku i ubiorze, od 100 lat byli to chrześcijanie.<br />Zapał religijny kr&oacute;la był tak wielki, iż dokonano tego wbrew opinii papieża i przeciw lokalnej szlachcie. Ale może chodziło jedynie o konfiskatę majątk&oacute;w wygnańc&oacute;w i osłabienie ekonomiczne arystokracji, a nie o domniemane herezje...</p>
<p>Oczywiście nie można powiedzieć, że Habsburgowie byli jakoś specjalnie anty-hiszpańscy. Piętno ich rząd&oacute;w odczuła r&oacute;wnież Sycylia i południowe Włochy. Nie oszczędzili też Portugalii, kt&oacute;ra wpadła w ich ręce zaledwie na 60 lat. Zapewne nie bez winy pozostają też i "zwykli" Hiszpanie.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>Dlaczego uważam, że o tym wszystkim powinno się uczyć dzieci w polskich szkołach?<br />Może po to by zrozumieć poczynania naszej gnuśnej i obżartej szlachty, kt&oacute;ra rękoma i nogami broniła się przed jakimkolwiek monarchą wykazującym nadmierne ambicje, a zwłaszcza Habsburgami.</p>
<p>Nie wiemy, czy naszym przodkom nie spodobał się pomysł wypędzania Tatar&oacute;w. Może nie chcieli wyrzynać protestant&oacute;w i palić na stosach Żyd&oacute;w? Albo woleli by inkwizycja nie zagościła pod ich strzechy... Może w końcu pragnęli, prawa do wysyłania swoich dzieci na uniwersytety do tak zdeprawowanych kraj&oacute;w jak Włochy i Francja, czego Hiszpanom czynić nie wolno było.<br />Zresztą co z tego jeśli nie kierowało nimi umiłowanie wolności, humanizm i tolerancja. Czy wolno nam ich potępić bo nie chcieli walczyć, ani płacić za cudze wojny...</p>
<p>Może warto uczyć w jakich czasach żyli nasi sarmaci, co ich kształtowało i jakie stały przed nimi wybory. <br />Może osłabienie państwa i władzy centralnej nie było wcale w tamtych czasach błędem, a jedynie instynktem samozachowawczym?</p>
<p>To czego uczy się dzieci w Polsce to wcale nie&nbsp;historia, ale narodowa ideologia.<br />Nie jest to nauka patriotyzmu. Dla mnie opluwanie przodk&oacute;w patriotyzmem nie jest.</p>]]></content:encoded></rss:item><rss:item rdf:about="http://arek.stryjski.net/news/2009/1/5/znacjonalizowa-marihuan.html"><rss:title>znacjonalizować marihuanę?</rss:title><rss:link>http://arek.stryjski.net/news/2009/1/5/znacjonalizowa-marihuan.html</rss:link><dc:creator>Arek Stryjski</dc:creator><dc:date>2009-01-05T12:18:41Z</dc:date><dc:subject>różności</dc:subject><content:encoded><![CDATA[<p>[<em>W Nowym Roku postanowiłem nieco się uaktywnić na blogu - zobaczymy co z tego wyjdzie..</em>.]<span class="full-image-float-right ssNonEditable"><span><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/inne2009/listek.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1231961012433" alt="" /></span></span></p>
<p><span class="full-image-float-right ssNonEditable"><img style="width: 150px;" src="http://arek.stryjski.net/storage/listek.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1231173099157" alt="" /></span>W <a class="offsite-link-inline" href="http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,6116809,Hodowla_marihuany_krok_po_kroku.html" target="_blank">GW</a> <a href="http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,6116809,Hodowla_marihuany_krok_po_kroku.html"></a> wyczytałem dzisiaj, że o zgrozo w Polsce legalnie rozprowadzane są pisemka kt&oacute;re zachęcają do domowej produkcji marihuany!</p>
<p>Autor jak najbardziej ma rację tyle, że nie zdaje sobie sprawy dlaczego. Wg <a class="offsite-link-inline" href="http://www.newscientist.com/article/mg20126885.100-radical-alternatives-proposed-for-cannabis-controls.html" target="_blank">jednego z raport&oacute;w</a> szkodliwość marihuany wynika gł&oacute;wnie z jej kryminalizacji i produkcji chałupniczej.<br />Co prawda nie można powiedzieć, że palenie trawki jest zdrowe, ale jej&nbsp;negatywny wpływ jest znacznie mniejszy niż w przypadku innych używek, takich jak alkohol, a zwłaszcza papieros&oacute;w. "Trawa" nie jest też bynajmniej substancją od kt&oacute;rej łatwo się uzależnić.</p>
<p>Problemem jest fakt, że osoby kupujące marihuanę, maja większe prawdopodobieństwo kupienia w przyszłości r&oacute;wnież twardych narkotyk&oacute;w. Czy fakt, że handluje nimi ten sam gangster może tu mieć jakieś znaczenie...</p>
<p>Autorzy raportu przytaczają jeszcze jeden - najpoważniejszy ich zdaniem - negatywny wpływ marihuany. Ponieważ posiadanie trawy jest nielegalne, naraża to ewentualnych palaczy na aresztowanie. Oczywiście wszędzie na świecie zostaną oni zwolnieni, ale przebywając w areszcie narażeni są na kontakt z bardziej groźnymi przestępcami. Dodatkowo "uodparniają się" na strach przed aresztowaniem i kontaktem z policją, co może zwiększyć prawdopodobieństwo popełnienia przez nich w przyszłości innych wykroczeń. Ma to największy wpływ oczywiście na młodzież.</p>
<p>Pozostaje jeszcze rzadka, ale występująca, groźba pojawienia się paranoi spowodowanej paleniem. Jak się okazuje odpowiedzialny jest tutaj intensywny spos&oacute;b produkcji, kt&oacute;ry zapobiega tworzeniu się substancji, kt&oacute;re naturalnie temu zapobiegają. Bardziej naturalne formy uprawy, zapobiegły by temu problemowi.</p>
<p>Konkluzja raportu jest prosta: państwa powinny przejąć kontrolę nad produkcją i handlem marihuaną. W ten spos&oacute;b wyeliminujemy negatywne skutki "działania narkotyku".</p>
<p>Pomysł ma być dyskutowany w ONZ w tym roku. Trudno spodziewać się jakiegoś przełomu, aczkolwiek prohibicję alkoholu zniesiono w 1932 roku, a Wielki Kryzys skończył się w 1933 roku.</p>
<p>Ciekawa korelacja z dzisiejszymi wydarzeniami...</p>
<p>--<br /><em style="font-size: 80%;">Foto <a href="http://flickr.com/people/aforero/">aforero</a> na licencji creative commons</em></p>]]></content:encoded></rss:item></rdf:RDF>