majówka 2007
czwartek, 31 maj 2007 No i znowu nie mogłem się zebrać do opisania rejsu. Toni Halikiem internetu to ja już raczej nie zostanę ;(
Była to już druga impreza majowa w Chorwacji zorganizowana przez Marcina w ramach JoinUs.pl Podobnie jak w tamtym roku wypłynęliśmy z Vodic na Elanach 431. Tym razem popłynęliśmy bardziej na północ odwiedzając Park Narodowy Kornaty, Zadar, a na koniec również wodospady Krka.
Tu możecie zobaczyć całą trasę.
Niestety podobnie jak w tamtym roku nie wiało zbyt mocno, więc był to raczej rejs turystyczny niż regatowy - przynajmniej jeśli chodzi o naszą załogę. Rozwiało się jedynie ostatniego dnia, gdy mieliśmy ostatni raz wchodzić do mariny.
Nie wiem, czy na szczęście, czy niestety, ale firma czarterowa oszczędziła nam emocji i przy wejściu do mariny wszedł na pokład miejscowy skipper i to on wprowadził jacht, odganiając nas zarówno od koła sterowego jak i od cum :)
Zrobił to naprawdę sprawnie mimo silnego wiatru i później niektóre uczestniczki rejsu fotografowały się z miejscowym bohaterem ;)
Dla mnie osobiście był to bardzo istotny i udany rejs. Po raz pierwszy zabrałem mojego syna, Michała (5 lat). Myślę, że bardzo dobrze, że miał on możliwość popłynąć w tym wieku.
Wszyscy pytają go teraz "Nie bałeś się?", a on zgodnie z prawdą odpowiada "Nie". Nie miał również żadnych dolegliwości związanych z chorobą morską. Na początku podawaliśmy mu profilaktycznie tabletki mimo, że pogoda była raczej łagodna. Poza tym myślę, że dość szybko się zaaklimatyzował.
Michałek jest teraz bardzo dumny i opowiada jak to sterował jachtem - czasami tylko dodając, że z tatą ;) Również wyprawy na ląd poncikiem (pontonikiem) będą niezapomnianym elementem wyprawy.
Michał próbował aktywnie włączyć się w prowadzenie jachtu. Najbardziej podobała mu się nawigacja (to chyba po tatusiu :) i raz przez całe popołudnie sprawdzał naszą pozycję na mapie, GPS i uważnie obserwował mijane wyspy.
Kilka dni opuszczone w szkole zrekompensował sobie nauką nowego języka. Dość poważnie twierdzi, że umie teraz mówić po chorwacku.
Wybierając się z nim na rejs obawiałem się, że może to być dla niego nieco nudne. Na szczęście nie ziściło się to zupełnie. Michał często bawił się w swojej kajucie i dużo spał. Dopiero na koniec rejsu puściliśmy mu na laptopie jeden z filmów DVD, które zabraliśmy. (Nie był to zresztą zbyt trafiony pomysł. Jeśli laptop potrzebny jest do nawigacji, to korzystać w ten sposób z niego można tylko przy włączonym silniku. Wtedy jednak kompletnie nie słychać dźwięku. Michał oglądał jednak filmy, które już znał i tak bardzo mu to nie przeszkadzało.)
Oczywiście dziecko jest absorbujące, ale na szczęście płynęła też z nami babcia (moja mama) i to na nią spadło większość obowiązków, jak ciągłe zakładanie i zdejmowanie jego kamizelki ratunkowej itp. Ja spokojnie mogłem sie zająć prowadzeniem jachtu.
Michał bardzo dzielnie zwiedzał też z nami atrakcje na lądzie. W Zararze naprawdę mnie zaskoczył. Gdy mijaliśmy plac zabaw stwierdził, że na "buju" pójdziemy po powrocie do Anglii, a teraz idziemy zobaczyć stare miasto.
Tak więc rejs jak najbardziej udany. Już teraz planujemy rejs w przyszłym roku. Wszystko wskazuje na to, że wybierzemy się już całą rodziną, razem z Martą (będzie wtedy miała 3 lata).
Zdjęciami z rejsu w moich galeriach Trogir, na Kornaty, Mana, Telascica, Zadar, Krka, Sibenik, Vodice.
Tutaj swoje fotografie opublikowali inni uczestnicy rejsu Lena i Tomek.
Arek Stryjski | Comments Off |
żeglarstwo